Anwil ma mocne fundamenty. Będzie tylko lepiej?
W ostatnich tygodniach zdecydowanie więcej mówi się o problemach Anwilu niż o jego mocnych stronach. Dwie minimalne porażki, nerwowe końcówki i fatalna skuteczność rzutów za trzy punkty skutecznie przysłoniły jednak coś, co zasługuje na uwagę. Rottweilery wreszcie pokazują, że potrafią naprawdę dobrze bronić. I choć nie zawsze przekłada się to na zwycięstwa, właśnie defensywa może okazać się największym atutem drużyny Vedrana Bosnicia.
Liczby potwierdzają tę obserwację. Po czterech kolejkach Anwil traci średnio 79 punktów na mecz, co daje mu czwarty najlepszy wynik w PGE Basket Lidze, ex aequo z GTK Gliwice. Dla porównania, w poprzednim sezonie włocławianie pozwalali rywalom zdobywać średnio 84,7 punktu. To dopiero początek rozgrywek, ale pierwsze sygnały są obiecujące.
Najlepszym przykładem możliwości defensywnych Anwilu było wyjazdowe spotkanie z Legią Warszawa. Po przerwie gospodarze zdobyli zaledwie 27 punktów, trafiając tylko 9 z 34 rzutów z gry, co oznacza skuteczność na poziomie 26 procent. Choć Rottweilery ostatecznie przegrały jednym punktem, ich gra w obronie pozwoliła odrobić straty i walczyć o zwycięstwo do ostatniej akcji.
Warto spojrzeć na dotychczasowe wyniki Anwilu z nieco innej perspektywy. Wszystkie cztery spotkania ligowe zakończyły się różnicą zaledwie jednego punktu. Dwa zwycięstwa i dwie porażki, a przecież włocławianie trafili w tym czasie tylko 21 z 82 rzutów za trzy punkty, osiągając skuteczność na poziomie 25,6 procent. Średnio zaledwie 5,25 celnej trójki na mecz, a mimo to Rottweilery za każdym razem pozostawały w grze o zwycięstwo do ostatnich sekund. To pokazuje, jak wiele potrafi dać tej drużynie solidna defensywa, nawet gdy ofensywa wyraźnie zawodzi.
A przecież Anwil ma jeszcze duże rezerwy w ataku, co najlepiej pokazują statystyki jego obwodowych z poprzedniego sezonu. Sam Hines Jr. trafiał w Czarnych Słupsk 35,3 procent rzutów za trzy punkty, podczas gdy obecnie osiąga zaledwie 23,5 procent. To różnica aż 11,8 punktu procentowego. Jeszcze większy spadek zanotował Mateusz Szlachetka, którego skuteczność zmniejszyła się z 38,2 do 16,7 procent. Deon Edwin w minionym sezonie na Węgrzech trafiał 36,4 procent trójek, a obecnie 25 procent. Adam Brenk zanotował spadek z 29,8 do 16,7 procent. Nawet Manu Lecomte, który obecnie osiąga 33,3 procent, w poprzednim sezonie ligi rumuńskiej trafiał około 40 procent prób zza łuku. Oczywiście nie oznacza to, że wszyscy powtórzą swoje wcześniejsze osiągnięcia. Jednak już samo delikatne zbliżenie się do tych wyników mogłoby wyraźnie odmienić ofensywne oblicze Rottweilerów.
A teraz wyobraźmy sobie, że tak dobrze broniący Anwil zaczyna wreszcie lepiej trafiać z dystansu. Do tego dochodzi możliwy powrót Jacka Forresta i Josiaha Stronga, którzy również potrafią być groźni zza łuku. Forrest w poprzednim sezonie, reprezentując fiński Salon Vilpas, trafiał 34,1 procent trójek, zdobywając średnio 16,2 punktu na mecz. Z kolei Strong w rozgrywkach ligowych w Bośni i Hercegowinie oraz Grecji osiągnął łącznie 40,7 procent skuteczności z dystansu. Co równie istotne, powrót obu koszykarzy oznaczałby większe możliwości rotacyjne dla Vedrana Bosnicia, a przy tak intensywnej grze w obronie dodatkowe siły mogą mieć ogromne znaczenie. Jeśli więc Anwil utrzyma obecną jakość defensywy, a jego obwodowi zaczną trafiać choćby na poziomie zbliżonym do poprzednich sezonów, potencjał tej drużyny może okazać się naprawdę duży. I właśnie dlatego, mimo dwóch bolesnych porażek, warto patrzeć na Rottweilery z optymizmem.
Być może więc największą niespodzianką tego sezonu okaże się nie to, jak wiele Anwil musi jeszcze poprawić, ale jak wiele już potrafi mimo swoich słabości. Bo jeśli do takiej obrony dołoży skuteczny atak, dzisiejsze porażki jednym punktem mogą szybko zamienić się w zwycięstwa znacznie większą różnicą.
