Deon Edwin. Przełamanie czy jednorazowy przebłysk?
Transfer Deona Edwina miał być odpowiedzią Anwilu Włocławek na problemy kadrowe na obwodzie. Pierwsze występy reprezentanta Wysp Dziewiczych pozostawiały jednak spory niedosyt, a jego gra nie do końca odpowiadała oczekiwaniom. Środowe spotkanie z CSO Voluntari przyniosło wreszcie powody do optymizmu. Edwin zdobył 18 punktów, dołożył pięć zbiórek i trzy asysty, rozgrywając zdecydowanie najlepszy mecz od momentu przyjścia do Włocławka. Choć w ostatniej akcji nie zdołał zapewnić Rottweilerom zwycięstwa, jego występ pokazał, że może odegrać znacznie ważniejszą rolę w drużynie Vedrana Bosnicia.
W poprzednim sezonie Edwin był jednym z liderów węgierskiego Atomerőmű SE. Zespół zakończył rozgrywki na czwartym miejscu, przegrywając rywalizację o brązowy medal z Kaposvári 2:3. W 34 spotkaniach reprezentant Wysp Dziewiczych notował średnio 13,7 punktu, 5 zbiórek i 5,3 asysty. Na parkiecie spędzał przeciętnie ponad 26 minut, a jego skuteczność rzutów za trzy punkty wynosiła 36,3 proc. Dwukrotnie zapisał na swoim koncie triple-double. W marcowym meczu przeciwko KTE Duna zanotował po 13 punktów, zbiórek i asyst, natomiast w starciu z Kaposvári uzyskał 16 punktów, 11 zbiórek i 11 asyst. Takie liczby stanowiły solidną rekomendację przed jego transferem do Anwilu Włocławek.
Początek sezonu w Anwilu nie był jednak dla Edwina równie udany. W pierwszych trzech spotkaniach PGE Basket Ligi zdobywał średnio zaledwie 5 punktów, 2 zbiórki i 1,3 asysty. Jego skuteczność z gry wynosiła 35,3 proc., a zza łuku trafił tylko raz na sześć prób. Przeciwko Górnikowi Wałbrzych zdobył 7 punktów, z Czarnymi Słupsk 5, natomiast w Warszawie przeciwko Legii zaledwie 3. W pierwszych dwóch meczach spędzał na parkiecie około 15 minut, ale przeciwko mistrzom Polski otrzymał już ponad 26 minut. Mimo coraz większej roli w rotacji Vedrana Bosnicia nie potrafił jeszcze przełożyć czasu gry na odpowiednią skuteczność. Można było odnieść wrażenie, że reprezentant Wysp Dziewiczych wciąż szuka formy i swojego miejsca w nowym zespole.
Przełamanie przyszło w środowym spotkaniu z CSO Voluntari. Edwin rozegrał zdecydowanie najlepszy mecz w barwach Anwilu, zdobywając 18 punktów, pięć zbiórek i trzy asysty. Trafił pięć z siedmiu rzutów z gry oraz siedem z ośmiu prób z linii rzutów wolnych. Na parkiecie spędził 28 minut, najwięcej od momentu dołączenia do włocławskiej drużyny. Tym razem grał pewniej, częściej decydował się na indywidualne akcje i skutecznie wymuszał przewinienia rywali. Jego większa aktywność w ofensywie była szczególnie widoczna w ostatnich minutach spotkania, gdy brał na siebie odpowiedzialność za zdobywanie punktów.
Przy prowadzeniu Voluntari 82:80 Edwin najpierw wykorzystał dwa rzuty wolne, a następnie trafił z półdystansu, dając Anwilowi dwupunktową przewagę. Goście odpowiedzieli trójką Kodiego Justice’a, po której Sam Hines Jr. ponownie wyprowadził włocławian na prowadzenie. Ostatnie punkty zdobył jednak Lewis Sullivan, ustalając wynik na 87:86 dla rumuńskiej drużyny. Anwil miał jeszcze szansę na zwycięstwo, a decydująca akcja znalazła się w rękach Edwina. Pod presją obrońców nie zdołał jednak skutecznie zakończyć ostatniego posiadania. Mimo niepowodzenia w tej sytuacji reprezentant Wysp Dziewiczych pozostawił po sobie znacznie lepsze wrażenie niż w poprzednich występach.
Anwil potrzebował zawodnika, który od razu wzmocni osłabiony kontuzjami obwód. Właśnie w tym celu sprowadzono Deona Edwina, mającego częściowo wypełnić lukę po Jacku Forreście i Josiahu Strongu. Pierwsze występy ligowe nie przyniosły jednak oczekiwanego wsparcia, szczególnie w rzutach z dystansu. Amerykanin trafił dotychczas zaledwie jedną z sześciu prób za trzy punkty. W poprzednim sezonie na Węgrzech osiągał skuteczność 36,3 proc., co pokazuje, że potrafi stanowić zagrożenie także zza łuku. Anwil potrzebuje takich trafień, by rozciągnąć obronę rywali i zyskać więcej możliwości w ofensywie. Środowy występ przeciwko Voluntari daje jednak nadzieję na poprawę. Edwin zdobył 18 punktów, grał odważniej i częściej brał odpowiedzialność za wynik. Jeśli utrzyma tę dyspozycję i poprawi skuteczność z dystansu, może znacząco ograniczyć skutki kadrowych osłabień.
Sprowadzając Edwina, Anwil liczył na zawodnika, który od pierwszych spotkań przejmie większą odpowiedzialność i stanie się jednym z liderów osłabionego kontuzjami obwodu. Amerykanin początkowo nie zdołał jednak wejść w tę rolę, a szczególnie rozczarowywała jego skuteczność z dystansu, wynosząca w meczach ligowych zaledwie 16,7 proc. Włocławianie potrzebują takich trafień, by rozciągać obronę rywali i tworzyć więcej przestrzeni w ofensywie. Występ przeciwko Voluntari pokazał jednak, że Edwin potrafi brać na siebie ciężar gry i być ważną postacią zespołu. Teraz najważniejsze, by potwierdził tę dyspozycję w kolejnych spotkaniach i zaczął regularnie odgrywać rolę, z myślą o której został sprowadzony do Włocławka.
Jeden dobry mecz nie rozwiewa jednak wątpliwości, ale Edwin pokazał, że stać go na więcej. Teraz musi udowodnić, że występ przeciwko Voluntari był początkiem przełamania, a nie jednorazowym przebłyskiem. Pierwszą okazję do potwierdzenia rosnącej formy będzie miał już w sobotę przeciwko Zastalowi Zielona Góra.
